Najlepszym przyjacielem mężczyzny jest pies. Jeśli ktoś nie wierzy, niech zobaczy "Porwanie" Lucasa Belvauxa ze świetnym, i bardzo przystojnym, Yvanem Attalem w roli głównej. Attal jest mężem Charlotte Gainsbourg oraz ojcem ich trójki dzieci, więc ktoś, kto jeszcze nie widział z nim żadnego filmu, może ten fakt zaliczyć na jego korzyść - byle kogo by sobie przecież taka aktorka, jak Charlotte G., nie wybrała. W razie chęci naocznego przekonania się o jego talencie, tudzież uroku, polecam "Anthony'ego Zimmera" - pierwowzór amerykańskiego "Turysty" - Johnny Depp, przy całym szacunku i pamięci mojej miłości do niego - może Attalowi pięty lizać, że o dorastaniu mu do nich nie wspomnę. A jeśli jeszcze komuś będzie mało - to proszę się pofatygować i spojrzeć na całkiem zgrabny francuski thriller "W skórze węża".
Stanislas Graff, prezes jakiejś ważnej korporacji, jest człowiekiem światowym, bywalcem nie tylko ministerialnych gabinetów, ale również reprezentantem Francji w ważnych gospodarczych negocjacjach międzypaństwowych. Posiada, jak na prezesa przystało, duży piękny dom z ogrodem, służbą, żoną, trzema córkami oraz ślicznym rasowym psem (na moje laikowe oko to seter, ale ręki sobie nie dam uciąć, że mam rację). Wypasiony samochód służbowy z osobistym szoferem to oczywista oczywistość, wspominam o tym tylko z racji tej, iż pewnego pięknego poranka prezesa, wraz z samochodem, bez szofera, uprowadzono. Rzecz jasna w celu okupu. Wiadomość o porwaniu i przesłanym rodzinie palcu prezesa natychmiast dostaje się do mediów. Rozpoczyna się festiwal wiadomości i plotek na temat życia i pożycia biznesmena. To dzięki mediom, właśnie, żona i córki, wraz z całym narodem, mają wreszcie okazję poznać prawdziwe pasje i namiętności męża oraz ojca. O ileż łatwiej, będąc ich świadomym, znosić rodzinie ból z powodu porwania biedaka. No właśnie, biedaka - dosłownie. Bo, jeśli jeszcze dodać fakt, że grupa korporacyjna. której Graff prezesuje, nie ma zamiaru wyłożyć ze wspólnej kasy ani grosza na okup, będziemy mieli obraz lawiny nieszczęść jaka go przysypała.
Ale, jak to mówią, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Coś się traci, by zyskać coś innego. Czasem okazuje się, że tragedie pomagają obudzić się z letargu. Ludzie pogrążeni w dobrobycie tracą czujność, umiejętność rozpoznawania wrogów i przyjaciół. A paradoksalnie, pierwszym człowiekiem, który szczerze interesuje się emocjami głównego bohatera, jego zainteresowaniami, a co więcej szczerze niektóre podziela, jest szef i pomysłodawca tego całego zamieszania.
W pewnym momencie odkrywamy, że mniej chodzi o sensację i wbijanie widza w fotel pod wpływem napięcia z powodu porwania Graffa. Bardziej martwimy się o jego los w przypadku ewentualnego powrotu na łono rodziny. Na szczęście, w razie czego - jest pies. :)
Stanislas Graff, prezes jakiejś ważnej korporacji, jest człowiekiem światowym, bywalcem nie tylko ministerialnych gabinetów, ale również reprezentantem Francji w ważnych gospodarczych negocjacjach międzypaństwowych. Posiada, jak na prezesa przystało, duży piękny dom z ogrodem, służbą, żoną, trzema córkami oraz ślicznym rasowym psem (na moje laikowe oko to seter, ale ręki sobie nie dam uciąć, że mam rację). Wypasiony samochód służbowy z osobistym szoferem to oczywista oczywistość, wspominam o tym tylko z racji tej, iż pewnego pięknego poranka prezesa, wraz z samochodem, bez szofera, uprowadzono. Rzecz jasna w celu okupu. Wiadomość o porwaniu i przesłanym rodzinie palcu prezesa natychmiast dostaje się do mediów. Rozpoczyna się festiwal wiadomości i plotek na temat życia i pożycia biznesmena. To dzięki mediom, właśnie, żona i córki, wraz z całym narodem, mają wreszcie okazję poznać prawdziwe pasje i namiętności męża oraz ojca. O ileż łatwiej, będąc ich świadomym, znosić rodzinie ból z powodu porwania biedaka. No właśnie, biedaka - dosłownie. Bo, jeśli jeszcze dodać fakt, że grupa korporacyjna. której Graff prezesuje, nie ma zamiaru wyłożyć ze wspólnej kasy ani grosza na okup, będziemy mieli obraz lawiny nieszczęść jaka go przysypała.
Ale, jak to mówią, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Coś się traci, by zyskać coś innego. Czasem okazuje się, że tragedie pomagają obudzić się z letargu. Ludzie pogrążeni w dobrobycie tracą czujność, umiejętność rozpoznawania wrogów i przyjaciół. A paradoksalnie, pierwszym człowiekiem, który szczerze interesuje się emocjami głównego bohatera, jego zainteresowaniami, a co więcej szczerze niektóre podziela, jest szef i pomysłodawca tego całego zamieszania.
W pewnym momencie odkrywamy, że mniej chodzi o sensację i wbijanie widza w fotel pod wpływem napięcia z powodu porwania Graffa. Bardziej martwimy się o jego los w przypadku ewentualnego powrotu na łono rodziny. Na szczęście, w razie czego - jest pies. :)






