środa, 21 września 2016

Artur Domosławski - "Wykluczeni"

Tym razem zamiast recenzji, czy opinii, o filmie będzie polecenie książki, którą dopiero przed chwilą skończyłam czytać. Tak, tak, literatura pociąga mnie ostatnio bardziej niż kino.
Otóż - "Wykluczeni" Artura Domosławskiego - tę książkę powinien przeczytać - powoli i ze zrozumieniem -  każdy syty i wycackany Europejczyk. I to nie tylko po, żeby poczuć sympatię, a może nawet co wrażliwsi empatię, do uchodźców, wszystko jedno czy politycznych czy tych zdążających do bram raju za chlebem. Także po to, by zdać sobie sprawę, iż kończą się czasy podziały na "my - tu" i "oni - gdzieś daleko".  Nadchodzi czas, że wskutek takiej a nie innej polityki (o tym w książce), kilkunastu bogaczy całego świata (ta przeklęta globalizacja) i pazernych państw Zachodu, także USA, wspierających lokalnych kacyków, wykluczeni przestaną, już przestają, pukać do naszych drzwi, po prostu je wyważą - oni nie mają już nic do stracenia, jedyne co im pozostało to tylko ich marne, nic nie warte, życie.


"Wyrwać włos Europejczykowi - boli mocniej
niż Afrykańczykowi amputować nogę bez znieczulenia
Francuz spożywający trzy posiłki dziennie cierpi
                                                                 głód większy
niż Sudańczyk, który ma jednego szczura na tydzień.

Przeziębiony Niemiec choruje ciężej
niż trędowaty Hindus.
Amerykanka z powodu łupieżu cierpi bardziej
niż Irakijka gdy jej nie stać na mleko dla dzieci.

Unieważnić kartę kredytową Belga - perwersja większa
niż zabrać chleb Tajlandczykowi.
Rzucić w Szwajcarii papierek na ziemię - gorzej
niż spalić cały las w Brazylii.

Czador jednej muzułmanki drażni bardziej
niż dramat tysiąca bezrobotnych w Hiszpanii.
Brak papieru toaletowego w jednym szwedzkim domu -
                                                                         sprośność większa
niż brak wody pitnej w tuzinie wsi sudańskich.

Trudniej zrozumieć niedobór benzyny w Holandii
niż brak insuliny w Hondurasie.
Portugalczyk bez telefonu komórkowego wywołuje
                                                                    zgrozę wiekszą
niż Mozambijczyk bez podręczników.

Wyschnięty ogród w kibucu zasmuca bardziej
niż dom zburzony w Palestynie.

Młoda Angielka, która nie ma Barbie, budzi większe
                                                                    przerażenie
niż zamordowani rodzice małego Ugandyjczyka.

To nie jest wiersz. To tylko spis pozycji -
Debet na koncie Zachodu."
                                      (Fernando Correia Pino, Saldo ujemne)



"Spójrzcie, jesteśmy tutaj, i albo weźmiecie nas pod uwagę, albo wyrządzimy wam krzywdę". Taki cytat (nie, nie bójcie się - wzięty ze studium o pandillach w Ameryce Środkowej, ale może pasować do wezwań wykluczonych w każdym miejscu na Ziemi, prawda?) kończy ponad 550 stron lektury.