Smutna opowieść z życia smutnych ludzi, którzy nie znaleźli raju tam, gdzie spodziewali się go znaleźć, czyli konkretnie – przyjeżdzajac z Węgier do USA. I nic tu nie pomoże wyrzekanie się swego ojczystego języka, zajadanie się "telewizyjnymi obiadami", gdzie na jednej tacce nie dosyć, że jest pierwsze i drugie danie to jeszcze na dodatek deser i zmywać nie trzeba! Bo to tak jest, że zawsze wydaje nam się, że tam gdzie nas nie ma jest raj. A życie, tak jak ludzie, wszędzie jest podobne, jednakowo nudne, nawet na Florydzie. Niestety, raj to takie coś, czego nie ma na ziemi, nawet w USA. To tylko kwestia naszej wyobraźni i dobrych chęci, dzięki której z kolei możemy go znaleźć wszędzie.
Film cechuje skrajny minimalizm i skromność. Co jednak, jak to u Jarmuscha, nie idzie w parze z nudą. Dialogi między trójką bohaterów zredukowane do rzucanych od czasu do czasu nieskomplikowanych zdań pojedyńczych. Kostiumy – najzwyczajniejsze z możliwych, szczytem ekstrawagancji jest kapelusz z piórkiem jaki nosi przez cały film Bela i jego kumpel Eddi. Miejsce akcji też niewyszukane –przeważnie obskurnawe lokale mieszkalne, a szczytem szaleństwa jest pokój w tanim motelu na obrzeżach Miami. Własnie, nawet ten raj na Ziemi – Florydę oglądamy tylko z perspektywy naszych bohaterów, takiej na jaką ich stać.
Ale nie jest to film przygnębiający. Nie wiedzieć czemu, dobrze się na tym filmie bawimy. Lubimy tych smętnych facetów, nawet burkliwego Belę, który nie grzeszy nadmiarem inteligencji i dobrej woli, jeśli chodzi o swoją kuzynkę, przybyłą z dalekiej ojczyzny. A już wizyta chłopaków u ciotki z Węgier, mieszkającej w USA gdzieś na wydmuchowie w Cleveland jest zupełnie rozbrajająca. Jak bardzo trzeba lubić ludzi, żeby robić takie kochane filmy! Pełne trzeźwego i krytycznego spojrzenia, a jednocześnie tak ciepłe.
Film cechuje skrajny minimalizm i skromność. Co jednak, jak to u Jarmuscha, nie idzie w parze z nudą. Dialogi między trójką bohaterów zredukowane do rzucanych od czasu do czasu nieskomplikowanych zdań pojedyńczych. Kostiumy – najzwyczajniejsze z możliwych, szczytem ekstrawagancji jest kapelusz z piórkiem jaki nosi przez cały film Bela i jego kumpel Eddi. Miejsce akcji też niewyszukane –przeważnie obskurnawe lokale mieszkalne, a szczytem szaleństwa jest pokój w tanim motelu na obrzeżach Miami. Własnie, nawet ten raj na Ziemi – Florydę oglądamy tylko z perspektywy naszych bohaterów, takiej na jaką ich stać.
Ale nie jest to film przygnębiający. Nie wiedzieć czemu, dobrze się na tym filmie bawimy. Lubimy tych smętnych facetów, nawet burkliwego Belę, który nie grzeszy nadmiarem inteligencji i dobrej woli, jeśli chodzi o swoją kuzynkę, przybyłą z dalekiej ojczyzny. A już wizyta chłopaków u ciotki z Węgier, mieszkającej w USA gdzieś na wydmuchowie w Cleveland jest zupełnie rozbrajająca. Jak bardzo trzeba lubić ludzi, żeby robić takie kochane filmy! Pełne trzeźwego i krytycznego spojrzenia, a jednocześnie tak ciepłe.






